TYGODNIOWA ZABAWA Z NARKOTYKAMI W TLE. CZYLI ELIZA PODBIJA DETROIT.
Cały tydzień jeździłam z Adrianem na wyścigi, ale nie było tak kolorowo jak za pierwszym razem. Wygrałam oczywiście. Okazało się, że są tam pewne zasady. Wszystkich z nich przestrzegałam, dziwne nie? Otóż gdybym złamała chociaż jedną z nich, wyleciała bym stamtąd z wielkim hukiem, a może raczej z wielkim wpierdolem. Jestem siebie pewna w bójkach, ale nie wiem czy poradziła bym sobie z takim elementem jak tam był. No to może wam coś nie coś o nich opowiem : Pierwsza była taka że każdy może ścigać się góra 5 razy jednego wieczoru, trochę mało jak na mnie, ale co tam. Zawsze przed wyścigiem trzeba było podpisać jakieś tam papiery, że jak ulegnę wypadkowi to nic nikomu nie powiem i wo gule, nie zagłębiałam się w nie za bardzo jak to ja. No i takie tam inne np. Zero boni, zero psów. Zawsze miała być jakaś obstawa w okolicy z naszych ludzi, ale nie do końca zawsze się to udawało. Byłam najlepsza. Co prawda nie każdy przyznawał mi w tym rację, ale cóż nie każdy jest tak inteligenty jak ja i reszta innych tak samo inteligentnych jak ja osób. Wszyscy mnie już tam znają i nie powiem że mi to nie pasuje. A najbardziej zadowolona jestem z tego że uzbierałam na tych wyścigach niezłą sumkę, Z Adrianem mieliśmy pewien układ. Kiedy ja się ścigałam to on obstawiał. Jak wygrałam to zgarniałam furę przegranego, a Adrian zapierdalał połowę z tego co ci frajerzy dali na obstwkę, no i oczywiście sprzedawał samochody wygrane przeze mnie i przez niego ale on to tylko 3 wygrał chociaż ścigał się codziennie po max razy. No ale cóż. Nic nie trwa wiecznie. Któregoś pięknego razu na nasze wyścigi wtargnęły te cholerne psy. Kierowcy wymieszali się z tłumem gapiów, przez co nie mogłam odnaleźć wzrokiem Adriana, Zanim złapałam go znalazłam, ktoś znalazł mnie. Było ostro. Wielka szarpanina. Bójka z policjantami. Po tej całej akcji nawet moje zdjęcie było w gazetach. Byłam określona jako ostra zawodniczka.
Chyba nie wyszłam na tym zdjęciu za dobrze. Po tym jak ci skurwiele siłą wsadzili mnie do tych pieprzonych samochodów, trafiłam na najbliższą komendę. Jak się okazało na darmo szukałam wtedy Adriana. Był jednym z pierwszych których zgarneli. Siedział tam taki nijaki, pod drzwiami i czekał na przesłuchanie. Cały czas trzymali mi ręce za plecami. Słusznie. Gdy tylko drzwi od pokoju przesłuchań się otworzyły wepchnęli mnie przez nie do środka. Wypytywali o oczywiste sprawy : po co się ścigałam, co z tego miałam, gdzie samochody, za ile poszły, co Adrian miał z tym wspólnego i pytali mnie o jakieś dragi. Nic im nie powiedziałam bo sama nic o nich nie wiedziałam. Okazało się że to jakaś mafia organizowała te wyścigi. Najlepsze w tej ich historii było to że przez te wyścigi mieli wydobywać najszybszych kierowców, żeby byli ich dostarczycielami. Okazało się że ja miałam być właśnie takim dostarczycielem. Ale głupie chuje z CBŚ czy z jakiegoś tam innego chujostwa się pośpieszyli. Mafia mnie jeszcze nie zwerbowała. Co za tłumoki. Naprawdę. Pogrozili mi jeszcze trochę placem i kazali wracać do miasta z którego tu przyjechałam. Jeśli bym się im sprzeciwiła i została tutaj to była bym skazana na poprawczak. Za nielegalne wyścigi, narkotyki, udział w zorganizowanej grupie przestępczej, obraza funkcjonariusza na służbie, uszkodzenie mienia publicznego, uszkodzenie wozu policyjnego no i oczywiście za bójkę z policjantem. No niezłą bym miała kartotekę. No ale cóż. Razem z Adrianem darowaliśmy sobie przyjemność ze ścigania i postanowiliśmy z tym skończyć. Ojciec nic nie wiedział, puki nie dostał gazety do ręki. Był strasznie wściekły jak nigdy. Ale nie wiem na kogo bardziej. Nic takiego nie zrobiłam poza tym że oczywiście brałam udział w nielegalnych wyścigach, ale te skurwysyny z gazety napisali że byłam tym jebanym dostarczycielem od dawna. Tylko udawałam przez psami i wszystkimi że o niczym nie wiem. A może też na Adriana, że mnie w to wciągną i że sam brał w tym udział. Oczywiście kazał nam obydwu jechać z nim do szpitala na jakieś tam badania które miały wykryć obecność narkotyków lub innych używek w naszych organizmach. Ale prawdziwa afera to dopiero na nas czekała. Gdy wróciliśmy do domu już na spokojnie porozmawialiśmy o całej sytuacji. Ojciec doszedł do wniosku że powinnam wrócić do domu, do matki, do Nikol i do szkoły. Ale nie chciał wrócić do tego domu razem ze mną. Nie wiem czemu, nie chciał mi tego powiedzieć. Powiedział tylko że tak będzie lepiej dla nas wszystkich, a jak sprawa ucichnie to będę mogła wrócić. A no i po cichu przed wszystkimi powiedzał mi że mam brać Adriana ze sobą, bo tu się o niego boi i że mam razem z nim zając się warsztatem bo on sam nie wie ile mu tu zejdzie .Chyba nie muszę mówić jak strasznie mnie to zdenerwowało że odsyła mnie do tego zasranego domu z psychiczną matką i jeszcze to tego nie chce jechać ze mną. Przez tę całą akcje zapomniałam o wszystkim. O ludziach ze szkoły, o przyjaciołach, również o Kastielu. Po prostu nie miałam czasu o nich myśleć. Leżąc w pokoju myślałam co teraz ze sobą zrobić. Co mam wrócić? I jak gdyby nigdy nic? Do nikogo się nie odzywałam od wyjazdu, a teraz wrócę i co? Moje przemyślenia przerwało delikatne pukanie do drzwi.
jak zawszę wszystkie rozdziały genialne. kiedy będzie następny rozdział ?
OdpowiedzUsuńTrudno powiedzieć kiedy next. Dziękuję za komentarz :)
UsuńŚwietny rozdział. Jak zawsze zresztą. Czekam z niecierpliwością na następny :D
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zapraszam serdecznie do mojego bloga http://mozesz-wiecej.blogspot.com/
Pozdrawiam.
Dziękuję 😘
UsuńŁo! Co za akcja była. Mafia? To niezłą zabawę tam miała ;). Adrian zamieszka z nimi w domu, czy jak?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.☺
Amelie White
Dziękuję za komentarz ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń